.

PARTNERZY


PATRONI MEDIALNI


Veni, Vidi, Vici

Italian Baja 2019 Pierwsze nasze starty we Włoszech , tym razem bez grubszych figur. Zwycięstwo w...
Przeczytaj

Z owcami na hali

Korba w błocie po cyce Cross country w wersji górskiej to nie są przelewki. Daliśmy radę bez...
Przeczytaj

Kankan po węgiersku

RIVERSIDE BAJA 2019 RIVERSIDE BAJA 2019 , nasz pierwszy występ na Węgrzech , runda mistrzostw...
Przeczytaj

Korba się wściekła

BAJA DRAWSKO 2019 BAJA DRAWSKO 2019, początek sezonu i weryfikacja zimowych modów , jest szybciej...
Przeczytaj

Z kurzu w blask fleszy

SEZON 2018 za nami. Pierwszy KORBY w CROSS COUNTRY i od razu wejście smoka. VICEMISTRZ POLSKI...
Przeczytaj

Rajdowe szachy

BAJA SZCZECINEK 2018 dla nas decydująca runda w klasyfikacji generalnej mistrzostw. Wszystkie...
Przeczytaj

Baja Poland 2018

Runda Pucharu Świata , załogi z całego globu i Korba w tym całym zamieszaniu. Najdłuższa i...
Przeczytaj

Pustynna Burza

Rajd Polskie Safari 2018. Nasza relacja z dosyć niebezpiecznej rundy , na której wybuch skrzyni...
Przeczytaj

9 dni wojny 2018

Ponownie Breslau Poland , pierwszy raz w klasie Cross Country i jak to u nas armagedon. Wypadek na...
Przeczytaj

Premiera Korby

BAJA DRAWSKO 2018. Pierwsze koty za płoty. Wreszcie poskładaliśmy rajdówkę. Rozpoczynamy naukę...
Przeczytaj

Początek sezonu 2013 jest dosyć hardcorowy.Zima nie odpuszcza nawet na chwilę wiośnie ,wszystko skute lodem i bardzo śliskie.Nam sezon zaczyna się sympatycznie.Auta zbudowane , jest czas na delikatne ;) zimowe treningi i różne udoskonalenia które w ich trakcie wymyślamy.W lutym znamy już z grubsza terminarz startów , dojdą tylko jeszcze rajdy lokalne (w promieniu 100-150 km) które traktujemy treningowo ,choć podczas nich też nie odpuszczamy , szczególnie jak pojawiają się mocne załogi.

Pierwszą poważną imprezę w naszym kalendarzu jest Great Escape Rally przed którym treningowo jedziemy VIII Rekraacją.Niestety po bardzo dobrej i szybkiej jeździe ,kiedy skompletowaliśmy już najtrudniejsze przeprawy tracimy adowanie.Pierwsza myśl : pasek alternatora , czyli spokojnie bo mamy.Niestety diagnoza się nie potwierdza , straciliśmy całe nasze tuningowe kółko , jak się później okazalo w wyniku stanięcia nowych łożysk wirnika i kompletnej destrukcji alternatora.Jest to nauczka , wiemy ,że nawet Rumburak może dostać nokdaun.Brakuje nam gdzieś godziny przodu co na takich krótkich imprezach oznacza koniec rywalizacji i samotny postój gdzieś w polach w tzw. czarnej dupie ;)Oddajemy więc zwycięstwo w klasie hardcore zmocie na mostach unimoga i UTV-owi.

Pomni nauczki robimy mocny przegląd przed GER ponieważ nie wiemy jak zimowe treningi odbiły się na Rumburaku.Kompletujemy klocki i powoli szykujemy się na wyjazd.Lista startowa ciągle się wydłuża , jesteśmy jednak ciekawi ile załóg naprawdę nie wymięknie i stanie na starcie w tej wiosennej aurze.Prognozy oscylujące w okolicach -10 st. C (w dzień cieplej w nocy dużo zimniej) każą się poważnie zastanowić nad kilkoma rzeczami. Ponieważ startujemy w klasie OPEN , takiej bardziej przeprawowej zastanawia nas głębokość przepraw i ilość/grubość kry (która podczas Rekraacji pogięła nam parę istotnych elementów).Rezygnujemy z pomysłu przyczepy campingowej na rzacz hotelu ,przez co zmniejszamy też ilość części i przydasi które mamy zabrać. Plan jest taki ,że nie możemy się zepsuł ,bo nie ma warunków na grube naprawy.

Pamiętając poprzednią edycję ,kiedy przyjechaliśmy w dniu startu i pamiętając nasze późniejsze zmęcznie ,lecimy dzień wcześniej ,żeby spokojnie i bez amoku zalogować się w bazie.W hotelu jak zwykle integracja kwitnie w pełni ,my jednak jesteśmy późno ,tradycyjny browar przed snem , ustalenie planów na jutro i spać

Piątek

W bazie jest już przedstartowy amok , dużo ekip się krząta , charakterystyczny nastrój przedrajdowy. Logujemy się , robimy badania techniczne i czekamy na odprawę przed prologiem.W międzyczasie przeglądamy roadbook , wszędzie w opisach słowo HOPY i czasami ciekawy opis ZABAWA. Hopy rozumiemy , zabawę odbieramy pozytywnie , w końcu jak zabawa to zabawa ;) Czekając na prolog ustalamy taktykę rajdu.Ja jadę prolog i dzienne odcinki (sobotę i niedzielę) Maciek leci nockę ,która została podzielona na dwa oesy , pierwszy niecałe 50km drugi ok 30.Prolog krótki ok 4km , ale bardzo śliski.Plan jest taki żeby go nie wygrać (nie chcemy zostawiać śladu w zaśnieżonym lesie) , ale też nie wylądować za daleko , żeby nie stracić dużo czasu na wyprzedzanie. Generalnie zamierzamy jechać taktycznie ,bo jest bardzo ślisko a nie chcemy dzwona ani ogólnie ani na początku sezonu. Oczywiście jest mi to ciężko wytłumaczyć Maćkowi (ksywka ADHD zobowiązuje) ,ale dostrzegam ,że od ostatniego treningowego dachu zaczyna trochę rozumieć z tego co mu czasami tłumaczę.Nawet zainwestowaliśmy razem w parę gadżetów firmy Sparco ,żeby poprawić bhp w nowym sezonie.

Zgodnie z tradycją , te są dwie albo ja zaraz na początku dachuję/bokuję ,albo Maciek gubi się od razu w roadbooku ,dostaję na prologu szybko informację ,że nie wiemy gdzie jechać.Kilka szybkich słów rzuconych przez interkom ,których na całe szczęcie nikt inny nie słyszy ;) , restartuje mi pilota i ogarniamy trasę. blisko , każdy zakręt bokiem.Wyprzedzamy załogę gelendy ,która wystartowała minutę przed nami więc powinno być dobrze.Zjeżdżamy do bazy ,spokojnie czekamy na wyniki. Jest spokój. W stosunku do zeszłego roku jest dobry sprzęt,dobrze przygotowany (wszystko działa-też nowa tradycja:)) ,są chłopaki z naszego serwisu więc nie ma wymówek trzeba powalczyć. Tłumaczę Maćkowi ,że w tych warunkach musimy jechać spokojnie , żeby nie rozbić sprzętu , nie do końca wierzę , że rozumie , co nocka pokaże.

Wynik prologu idealny , 2 pozycja zaraz za chłopakami z Tomcata. Szykujemy się więc do nocki.Robi się coraz zimniej i to mnie martwi.Nie zabrałem woderów i biegam po żaganiu szukając kaloszków.Bezskutecznie ,myśl o nocnym spacerze z liną na przeprawie wodnej przy -13/15 stopniach powoduje ,że zakładam za mae kalosze Maćka i piankę która na szczęcie zabrałem.Generalnie ubieramy się ciepło bo zmarznięci jesteśmy już po prologu.

Nocka. Maciek zaczyna standartwo , daje w palnik , Rumburak stoi w miejscu i kręci kołami.Potem na pełnym bucie w pas taktyczny gdzie po każdej kaluży tracimy widoczność.Niestety nie zrozumiał moich tłumaczeń , więc muszę je jeszcze raz powtórzyć przez interkom wraz z kilkoma wzmacniaczami przekazu.Powoli dostrzega jednak sam ,że wychlapując setki litrów wody z lodem na przednioną szybę nie jedziemy wcale szybciej.Problem adrenaliny przedstartowej jednak ciągle tu występuje i amok jest trudny do ogarnięcia.Trochę jak pitbull a to nie zawsze popłaca. Wraz z upływem kilometrów zaczynamy równo jechać bez większych problemów.Doganiamy chłopaków z Tomcata , Maciek trochę się niebezpiecznie podpala.Wyprzedzamy ich potem przestrzeliwujemy zakręt (hamulce zamarzły po kałużach) i chłopaki wyprzedzają nas. Takie tam przepychanki na trasie.Trochę lecimy za Tomcatem ,który jedzie dobrym tempem.Docieramy do kratek z napisem ZABAWA i wiemy już że oznaczają przeprawę .Bogu dzięki robimy wszystko na kołach , bardziej boimy się sporych odłamów kry które mogą zniszczyć nam Rumburaka.Z ciekawostek (poza nie działającymi/zamarznietymi hamulcami) stwierdzamy absolutny brak pracy zawieszenia , jedziemy jak wozem drabiniastym , ciągle "na twardo" dobijając.Jednak analizę tego zjawiska odkładamy na przerwę między oesami.Oes robimy w przyzwoitym czasie ,nie ryzykując zbytnio, jadąc równo i bez większych baboli nawigacyjnych. Przysługuje nam 30 minut przerwy między oesami.Stwierdzamy jednak że nie ma sensu nawet gasić auta , bo nie wiemy czy ono ponownie wystartuje ,lepiej niech wszystko chodzi na tym mrozie (-13 stopni).Rumburak wygląda jak potwór z bajki dla niegrzecznych dzieci.Cały jest pokryty 3-4 centymetrową warstwą błota i lodu , zawias jest skuty jego grubą warstwą , amory i bumpstopy pracują tylko po 2-3 centymetry , czyli tyle ile sobie same wykuły.Szybka lesna toaleta , roadbook i na start.Im szybciej skończymy tym szybciej wylądujemy w ciepłym hotelu , jest więc motywacja. Ruszamy , ciągle bez hebli i zawieszenia , żeby było łatwiej zaraz na początku oesu wpadamy lewą stronę w niewidoczne rozlewisko i kra rozszczelnia nam lewe przednie koło.Szybka wymiana zdań i jedziemy prawie cały oes na kapciu , z wielką wiarą w naszego mocno niemarkowego stauna.Przyjąłem zawiadomienie ,że zmiana koła w takich warunkach (odkucie z lodu śrub , pasy trzymające zapas ,które były już jak ze stalowych płaskowników ,nie mówiąc o mechanizmach zapięć) zajmie bardzo dużo czasu i warto zaryzykować.Maciek daje więc ognia jadąc ze standartowymi prędkościami ,jednak z nie standartową trakcją.Drugi oes jest pełen waypointów , które generalnie ogarniamy bez problemów jednak jeden fragment roadbooka wprowadza w błąd wielu zawodników i my też robimy ok 10 km bez sensu zanim skorygują pomyłkę.Jestem bardzo zły na siebie .Dojeżdżamy do mety chwilę po północy.Artur i Kuba rozlołyli już namiot i czekają na naszą bestyjkę.W ruch idą młotki żeby odkuć auto z lodu (myślę że lekko 200kg przywieźliśmy ze sobą) i chłopaki zaczynają nocną epopeję żeby przywrócić Rumburaka do 100% sprawności.Zajmie im to czas do 5 rano ,oczywiści nie wzielięmy żadnych nagrzewnic , bo nikt o tym nie pomyślał.Rumburak pracuje wewnątrz namiotu ogrzewając choć trochę atmosferę wokół siebie. Widząc ,że samo odpięcie liny zajmuje prawie 15 minut (syntetyk zamienił się w stalową rurę) bardzo się cieszę ,że nie było mi pisane ciągać liny na przeprawach.Jak się rano okazało pomimo nieużywania hamulców straciliśmy całe klocki hamulcowe i wystąpiło kilka innych związanych z temperaturami niespodzianek.Lekko nie jest.Jedziemy z Małkiem do hotelu , jednak zanim ogarniemy roadbook na sobotę dochodzi trzecia i idziemy spać.

Sobota

Pobudka o 7 rano potem śniadanie ,tankowanie Rumburaka i lecimy na bazę.Nie znamy wyników z nocki więc nie wiemy kiedy będziemy startować.Nie jestem optymistą ,pamiętając o tych bzdurnych 10km.Okazuje się jednak ,że mamy trzeci czas z małą różnicą do pierwszego i drugiego , więc jesteśmy w grze :).Nie mogę jednak przeboleć nocnej straty i podczas odprawy sprawdzam nasze czasy z karty drogowej z wywieszonymi wynikami.Okazuje się że system komputerowy dołożył nam ponad 40 minut.Idziemy to zgłosić.Ponieważ pomyłek było więcej , lista pierwotna znika i dalej nic nie wiemy.W bazie widzimy Tomcata ,który przyszarżował gdzieś w nocy i wywalił dzwona.Szkoda chłopaków ,dobrze jechali jednak to jest taki sport a warunki słabe.Grunt ,że ludzie cali ,sprzęt się naprawi.Dzisaj mamy ok 150 km oesów.Wyszło slońce jest cieplej (jakieś -6) ,martwi mnie tylko że nie mamy już zapasu.Chłopaki z serwisu odsypiają nocną walkę w hotelu.Potem mają zrobić koło , na drugi z trzech oesów powinno być.W końcu startujemy drudzy , za zupełnie inną załogę niż wynikało z pierwotnej listy.Czyli dobrze.Ruszamy ,moc w takich warunkach połączona z simeksem raczej przeszkadza niż pomaga ,auto strasznie tańczy ,ciężko przyśpiesza.Jadę równo ,Maciek po standartowym zamocie na początku , gdy zgubiliśmy pierwsze skrzyżowanie i wyprzedziła nas gela , ogarnął się i nawiguje bardzo dobrze.Odrabiamy stratę i stopniowo zwiększamy prędkość.Bardzo dbam o gumy pamiętając o braku zapasu.Przeprawy są trudnawe ,ale dla Rumburaka na trakcji.Często jedziemy za szybko jadącymi załogami ,gdyż nie chcemy ryzykować wyprzedzania na pokrytych śniegiem poboczach.Przede wszystkim taktyka.W pewnym momencie dojeżdżamy do przeprawy gdzie stoi wtopiony parch a obok inna zmota ,z która się ścigaliśmy, próbuje go objechać.Maciek odradza mi ryzykowanie jazdy przez jej zamarznięty środek ,gdyż nie wiemy jaką głębokość znajdziemy pod lodem.Ja się boję o zdjęcie opony.Jednak nie sluchan jego rad ,pomny doświadczeń z zimowych jazd ,zapinam blokady i delikatnie wjeżdżam na lód , który się pod nami momentalnie łamie.Dajemy ognia ,jest odcinka ,spiętrzamy przed sobą krę ,która nas po chwili zatrzymuje.Sprawdzam ,jest trakcja do tyłu cofamy, przód , ogień,odcinka niszczymy zator i wypadamy z przeprawy.Ryzyko się opłaciło , tu na pewno dużo zyskaliśmy.Bez większych przygód kończymy pierwszy oes.W pitstopie są już chłopaki , czyszczą szyby, odkuwają zawias ,montują naprawiony zapas i wracamy na start.Na drugim oesie tochę zwiekszamy tempo gdyż słońce z oponami dokuwa się do gleby.Chwilami pojawia się trakcja.Niestety Maciek ma dłuższą chwilę dekoncetracji i gubimy się mocniej na trasie.Zrobiło się trochę nerwowo w kabinie.Martwi mnie nasz zamot ,gdyż wydaje mi się trasa prosta nawigacyjnie i wiele załóg jedzie dobrym tempem a my trochę rzeźbimy. Oczywiście żeby nie było łatwiej ,jak już odnaleźliśmy trasę to straciliśmy widoczność.Po zbyt szybkim przejechaniu dużej kałuży woda, która spadła na Rumburaka zamarzła momentalnie i bardzo długo nadmuch i wycieraczki nie radziły sobie z lodem na przedniej szybie.Nie ma jednak stawania ,w pasach nie mogę się za bardzo wychylić więc jedziemy na oślep patrząc przez boczny otwór na koleiny drogi.Mamy nadzieję ,że nic nas nie zaskoczy:).Po 2-3 minutach pojawiają się pierwsze prześwity i zaczyna być lepiej.Trzeci oes jadą już na lekkim wkurwie , strając się odrobić stratę z drugiego.Maciek zaczyna mnie hamować. Wracamy z minorowymi minami z odcinka.Chłopaki ogarniają auto ,bo jest co robić my lecimy im po michy i potem do hotelu.Zalegamy w pokoju czekając na chłopaków.Gadając z Francem przez telefon o wyprawie na Syberię przeglądam sobie w necie wyniki z dnia.Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu widzę ,że jesteśmy pierwsi i do tego wypracowaliśmy dobrą przewagę nad innymi załogami.Po dwóch etapach mamy ponad 40 minut przewagi nad kolejną załogą i ok 2h nad trzecią w generalce.Dzwonię do chłopaków z serwisu żeby poprawić im humory.Jest bardzo dobrze ,gdy przed chwilę jeszcze zastanawiałem się czy mamy w ogóle szansę na pudło.Teraz już wiem ,że w niedzielę tylko jazda taktycznym taśtasiem , oglądamy przyrodę i słuchamy śpiewu ptaków.Niedzielny odcinek ma ok 20 km i nie ma szansy stracić takiej przewagi.Tylko rozbicie/awaria auta może nas wykluczyć i tylko na to musimy uważać.Mój plan nie podoba się Maćkowi , ale musi to przeżyć , jutro ja prowadzę i zamierzam pojechać jak niemiecki emeryt ;).

Niedziela

Wstajemy wcześnie trochę nabuzowani sytuację, sprawdzam w necie czy nie zmieniły się wyniki i nie musimy np. gonić stawki ,ale wszystko jest ok.Po śniadaniu wychodzę z Arturem na dwór sprawdzić jak Rumburak odpali.Mam obawy bo w nocy było -17 a w rozruszniku pewnie pełno gnoju.Oczywiście jest problem i rozrusznik tylko cyka ,zaczyna się robić nerwowo.Jednak po paru impulsach wielkim śrubokrętem odżywa i grzejemy maszynę. Bedzie tak chodzić do wjazdu na lawetą po niedzielnym odcinku. Niedzielna trasa jest wspólna dla Open i Cros Country tylko jakieś rozlewiska robimy oddzielnie.Jedziemy zgodnie z założeniem , mocno turystycznie.Nic nie może się wygiąć ani zepsuć.Wyprzedzają nas na pełnym bucie trzy załogi Cros Country , po chwili jedną doganiamy bo od nadmiaru prędkości zwalili nawigację , ale szybko się ogarniają i znikają w lesie.Mciek co chwila mnie męczy ,żebym przycisnął.Jednak na moje proste pytanie "po co" nie ma żadnej odpowiedzi więc każę mu podziwiać przyrodę i się wyluzować.Trasa niedzielna jest najbardziej śliska ,gdyż słońce z soboty i -17 z nocy zrobiły mega lodowisko na poligonie.Podczas tego odcinka zauważamy ,że tylko my stajemy na skrzyżowaniach oznaczonych w roadbooku STOP inne załogi mają to generalnie w poważaniu.Dziwi mnie to bardzo gdyż na odprawie słyszałem ,że mogę dostać za jeden przejechany stop 2h kary.Tutaj org nie popisał się konsekwencją , my jednak stosujemy się do ustaleń.Tuż przed metą spotykamy dwie pozostałe załogi które nas myknęły na trasie.Jedna ,Smoczyca siedzi na drzewie a chłopaki z Patrola Bewa Racing starają się ich ogarnąć w kierunku mety.Do dobrego wyniku/mety zabrakło im ok 400m.Jak to się mówi-życie.Spacerowo dojeżdżamy do lawety , ładujemy Rumburaka i jedziemy do hotelu się wymeldowac.Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu ,okazuje się ,że mamy najlepszy czas w naszej klasie ,widocznie wszyscy pojechali też taktycznie , albo sam już nie wiem dlaczego.

Czekamy jeszcze na mrozie do ogłoszenia wyników ,zabieramy pucharki i lecimy do domu ,odpocząć.Jesteśmy wszyscy bardzo zadowoleni.Rok temu jadąc pojarką czuliśmy ,że się da powalczyć , jednak brakowało nam sprzętu (jedna wspólna klasa dla wszystkich w 2012).Pojarka była bardzo dzielna , ale teraz przyszedł Rumburak i pozamiatał ;).Rumburak trafił do zasłużonego SPA w naszym serwisie a my szykujemy się do kolejnych wyzwań , bo jeszcze dużo musimy się nauczyć ,żeby powalczyć z najlepszymi ,ale jesteśmy w tym konsekwentni :).Generalnie sezon rozpoczęty.

Więcej zdjęć i informacji na stronie organizatora.

Jarek Andrzejewski DZIEWIATKA walterteam.pl

SPONSORZY STRATEGICZNI

SPONSORZY GENERALNI





SPONSORZY TECHNICZNI