.

PARTNERZY


PATRONI MEDIALNI


Kankan po węgiersku

RIVERSIDE BAJA 2019 RIVERSIDE BAJA 2019 , nasz pierwszy występ na Węgrzech , runda mistrzostw...
Przeczytaj

Korba się wściekła

BAJA DRAWSKO 2019 BAJA DRAWSKO 2019, początek sezonu i weryfikacja zimowych modów , jest szybciej...
Przeczytaj

Z kurzu w blask fleszy

SEZON 2018 za nami. Pierwszy KORBY w CROSS COUNTRY i od razu wejście smoka. VICEMISTRZ POLSKI...
Przeczytaj

Rajdowe szachy

BAJA SZCZECINEK 2018 dla nas decydująca runda w klasyfikacji generalnej mistrzostw. Wszystkie...
Przeczytaj

Baja Poland 2018

Runda Pucharu Świata , załogi z całego globu i Korba w tym całym zamieszaniu. Najdłuższa i...
Przeczytaj

Pustynna Burza

Rajd Polskie Safari 2018. Nasza relacja z dosyć niebezpiecznej rundy , na której wybuch skrzyni...
Przeczytaj

9 dni wojny 2018

Ponownie Breslau Poland , pierwszy raz w klasie Cross Country i jak to u nas armagedon. Wypadek na...
Przeczytaj

Premiera Korby

BAJA DRAWSKO 2018. Pierwsze koty za płoty. Wreszcie poskładaliśmy rajdówkę. Rozpoczynamy naukę...
Przeczytaj

Polskie Safari 2018

Pierwszy puchar KORBY , ma koleżanka parcie na szkło LINK do VIDEO w wersji profi i LINK do VIDEO...
Przeczytaj

Zaczynamy 2017 na mocne 4

Tak pięknie miało być, szybko, czysto , zdjęcia wywiady :) czyli miał być sezon pod znakiem Korby...
Przeczytaj

MT Rally była to nasza czwarta impreza sezonu 2013 , druga duża , pierwsza taka długa i trudna (jeszcze nigdy nie startowaliśmy w tej klasie na tak długim maratonie ) i pierwsza w wiosennej aurze. Taka mała wyliczanka na początek.Długość trasy ok 800 km (plus pewnie ze 100 na pomyłki itp) powodowała ,że GER , który wcale nie był łatwy dla auta i załogi , jawił się jako lekka wiosenna przebieżka.Do tego o czym niżej , zaczęliśmy fatalnie a potem jeszcze poprawiliśmy ,tak żeby nie było nudno.

Tydzień przed MT pojechaliśmy treningowo JEEPJATKĄ4 (II miejsce klasa Sport) ,żeby sprawdzić stan auta po przeglądzie wykonanym po arktycznym wydaniu GER.Wszystko poza załogą spisywało się znakomicie , tylko my jeździliśmy jak w jakimś zamocie i parę słów o trudnej męskiej przyjaźni padło w kabinie. Chłopaki z serwisu dostali krętą listę ostatnich poprawek i Rumburak w standardowym szale był gotów na czwartek popołudnie wraz z masą gratów serwisowych.Zapakowali go na lawetę i nasz mały kiermasz do Maćkowego busa.Ja ogarnąłem pickupa Jaszczura i przyczepę campingową , która miała stanowić nasz dom podczas rajdu.Ostatnie zakupy ,z ciekawostek czujnik czadu do przyczepy ,wyraźny brak zaufania do ogrzewania w campingu i nasza karawana ruszyła.Trochę jechaliśmy na arabskiego szejka: Maciek bus+laweta+Rumburak ,ja Jaszczur+camping i chłopaki z serwisu naszą najszybszą (warsztatową) pandą w mieście.O tym , że Maciek nawet z lawetą jedzie jak na oesie ,już nawet nie będę pisał , ksywka zobowiązuje ;)

Szczęśliwie dojechaliśmy wieczorem , ustawiliśmy przyczepę , rozbicie cygańskiego miasteczka zostawiliśmy sobie na piątek. Grzecznie paciorek,browarek i spać.Miasteczko rajdowe już było sporawe ,rozchodziły się odgłosy szerokiej integracji ,ale brakowało jeszcze paru ekip.

Piątek prolog

Pobudka ,pakiet higieniczny i podział obowiązków.Serwis buduje nasz cyrk ,my się logujemy u orga i jedziemy kupić jedzenie(w tym paliwo dla Rumburaka) i inne płyny.Jest fajnie z prawej mamy chłopaków z Bewy z lewej zagranicznych motocyklistów.Generalnie bardzo międzynarodowo.Dobre jest to,że mamy parę kroków do sceny gdzie będą odprawy i blisko do michy i sanitarnej części koszar.Trochę na ostatnią chwilę dolatuje Cobra ze swoim rozpoznawalnym kierowcą ;) i rozbija się blisko nas.Będzie to miało wpływ na nasze dalsze życie towarzyskie podczas imprezy :). Odprawa ,roadbooki i później starty to już taki MT Standard ,wszystko profeska i mega punktualność , nawet szkoda o tym pisać ,natomiast paru orgów mogło by sobie popatrzeć. Zbliża się prolog ,oczywiście część załóg quadów ,jak chłopaki z Bewy ich trafnie określili "miszczowie parku maszyn" cisną na maksa na 50m drogi między naszymi namiotami. Naprawdę są zajebiści a my jesteśmy pełni podziwu ,miło siedzieć przy grilu w kurzu takiego miszcza. Jedziemy na prolog , ustalamy , że Maciek leci prolog i nocki , ja odcinki dzienne.Martwi mnie ,że nie doszło wunderwaffe od Traska i nie mamy wsparcia przy oznaczaniu azymutów.Myszkując po parku maszyn widzę ,że wszystkie dobre załogi są w nie doposażone ,co mi się nie podoba.Nie wiem ile będzie waypointów ,ale zakładam , że dużo i tutaj sporo stracimy.W kolejce do prologu od wszystkich dopieszczonych maszyn odcina się wyraźnie niemiecki samurai ,taki nasz polski śmietnik.Rozmawiamy sobie z Maćkiem o sensie startu takim sprzętem w 800 km maratonie kiedy samurai z pełną gracją zapala się żywym ogniem z komory silnika.Niemcy w panicznych podskokach aplikują mu 2 kg środka gaśniczego i zakładam ,że na dziś dzień kończą odcinek.Patrzymy na starty innych maszyn , jest bardzo błotniście i ślisko. Maciek się standardowo niebezpiecznie podpala a ja się standardowo wkurwiam. Po starcie do prologu ukułem nawet teorię ,że jak auto przeżyje start Maćka to na pewno przejedzie oes.Jednak szybko skupiam się na roadbooku bo jedziemy naprawdę szybko i zaczynamy wyprzedzać pierwsze załogi.Prolog ma 10km i planuję ,że doganiamy jakąś dobrą załogę i żeby nie tracić czasu na wyznaczanie waypointa lecimy za nimi. Nam na garminie zajmie to jakieś 40s i chcę zaoszczędzić.Niestety załoga Tomcata ,którą wytypowałem nie ogarnia nawigacji i po paru minutach wracamy do punktu wyjścia. Cała szybka jazda poszła psu w ... Jestem na siebie wściekły za moje lenistwo ,nagle widzę Cobrę i każę Maćkowi jechać za nimi.Okazuje się ,że nawigują dobrze jednak ich turbina (jak się później okazało) połknęła szmatę i jadą prychając 10km/h , generalnie poszło nam świetnie i jest to moja wina.Dwunasty czas prologu (na 16 załóg) jest dla mnie zaskoczeniem ,ale też ustawia nas daleko w stawce i wiemy ,że będziemy musieli wyprzedzić wiele załóg z naszej klasy.

Piątek nocka

Miny po prologu mamy nietęgie.Pocieszamy się ,że jego czas nie jest liczony do generalki i szykujemy się do nocki.Kiedy ogarniam roadbook ,przerażony ilością waypointów (chyba 15) i ilością czasu który na nie stracimy nagle spostrzegam Traska z Kuną podchodzących do naszego namiotu. Jest bardzo dobrze ,chłopaki okazali się słowni i mamy 1,5h przed startem sprzęt.Oczywiście nie ma odpowiedniego kabelka ,jednak Kuna jak na fachowca przystało ogarnia temat a ja się szybko uczę obsługi. Następuje wyraźna poprawa nastrojów

Rumburak gotów , nowy wyświetlacz dumnie się świeci w kokpicie , lecimy na start nocki.Jak to Cobretti później powiedział , bez licencji na F16 wsiadać nie wolno ;) Stajemy prawie na końcu naszej kolejki i oceniamy auta przed sobą omawiając taktykę.Jest ona prosta , wyprzedzamy wszędzie gdzie można , nie ryzykując rozbicia auta.Start standard , jak już pozbierałem kartki roadbooka zaczynam nawigować.Szybko doganiamy pierwsze załogi i zaczynamy wyprzedzać.Tak idzie nam jakieś 20 km z 110 kilometrowej nocnej trasy.Jest dobrze i na pewno jedziemy "w czubie" Warunki jazdy stają się coraz trudniejsze , poza parą z wody zalewającej silnik dochodzi coraz większa mgła gęstniejąca z każdą chwilą.Dojeżdżamy do kolejnego ,dłuższego azymutu , podajemy dane i zaczynamy jechać. Jesteśmy w jego połowie gdy nagle na pewnym gwincie wbijamy się w jakieś jeziorko.Do tego obcojęzyczny wrzask utopionych tam motocyklistów powoduje ,że Maciek staje na chwilę .Niestety Rumburak już nie rusza smutno patrząc lampami w toń ,motocykliści obrzucają nas mięsem w swoim ojczystym języku a ja wysiadam zobaczyć w jak głębokiej dupie jesteśmy. Brnąc "po cyce" w jeziorku , które nie jest takie małe , odnajdują w słabym świetle czołówki jego bagienne brzegi i niestety stwierdzam ,że nie ma niczego do czego możemy się podpiąć. Już straciliśmy mnóstwo czasu , gdzieś prawą stroną słyszę wymijające nas ciężarówki , które zamykają stawkę zawodników.Jest bardzo źle co stwierdzam starając się wyciągnąć naszego dzika za pomocą bazi i innych dostępnych traw. Dla podniesienia dramaturgii spada nam ładowanie ,przestaje robić tylna winda ,trzeba zgasić światła. Nadchodzi smutek.Kiedy informuję Maćka , że właśnie zakończyliśmy nockę i rywalizację w MT słyszą na przeciwnym brzegu niemieckojęzyczną rozmowę. Dostają zastrzyku energii/adrenaliny i brodzę w kierunku.Tutaj są nasi zbawcy , jakaś niemiecka załoga , która zabłądziła we mgle , tylko jadąc wolniej wyhamowała w porę.Chłopaki chcą nam pomóc , zapinają kinetyka pod naszą windę (wcześniej tłumacząc mi długo i po niemiecku jak taka lina działa ;) ) i ciągną Rumburaka.Przegląd porajdowy wykazał ,że łamiąc przy okazji jej bęben , który później w nocy miał robotę ;) Nasz dzik dosłownie po metrze odzyskuje trakcję i prychając wyjeżdża na brzeg z wigorem.Załodze tej chciałem jeszcze raz podziękować na bazie (ze stosownym załącznikiem) jednak nie byłem ich w stanie poznać tak szybko bowiem odjechali.Czyniąc to ponownie: Dziękujemy Bardzo.Ogarniamy auto ,wraca ładowanie staramy się mentalnie odnaleźć i ruszamy.Ilość wilgoci w Rumburaku powoduje ,że nie widzimy nic.Mgła kończy się metr-półtora przed autem , muszą biec przed lub stawać na nim żeby wytyczać kierunki jazdy.Zaczyna się dla nas bardzo długa noc.Powoli dojeżdżamy do kolejnego Check Pointu , ale tempo bardzo nam spadło.Czytanie skrzyżowań czy też szukanie azymutów kiedy widoczność kończy się zaraz za maską zaczyna być prawie niemożliwe.Kilkukrotnie przejeżdżamy te same miejsca.Jedziemy na kreskę okopy i stanowiska ogniowe szukając azymutów ,pomni ostatniej nocnej niespodzianki.Jednak nie ma wyjścia a mamy świadomość ,że czołówka siedzi już sobie wygodnie w bazie i pije browara.Żeby nie było łatwiej trafiamy w końcu na jaką przeprawę.Jest zatkana innymi autami po tym jak przejechały nią ciężarówki i zrobiły mega rozpierduchę. Ponieważ staramy się nadgonić a z lewej mamy zbocze , próbujemy prawą wyprzedzić korek.Wbijamy Rumburaka po cyce i zaczyna się nam Magam na MT Rally.Miało być eleganckie ściganie po poligonie z kilkoma rzekami a ja brodzę w błocie "po cyce" wygrzebując gołymi rękoma pnie z melasy pod kołami , biegając ze zbloczem i wiążąc zerwaną linę.Jak to się mówi pięknie ,kurw..a ,pięknie.W końcu wyciągamy do brzegu Tomcata , który nam tarasuje przejazd i między innymi topielcami przebijamy się na czoło zatoru.Może nie zbyt elegancko , ale nie udzielamy pomocy pozostałym i zasuwamy dalej.To jest rally a my zaczynamy walkę o dotarcie do mety przed jej zamknięciem (tj do 4 rano) i uratowanie się przed taryfą , która wywali nas z rywalizacji.Wszystkie moje przeprawowe przyzwyczajenia muszę odłożyć na inną okazję.Zaczynamy mozolnie nawijają kolejne kilometry , zaliczamy kolejne waypointy.Widoczność kończy się na linii maski i jest dramat.Mylimy się wielokrotnie ciągle wracając ,gdzie i bez tego średnia nasza prędkość oscyluje między 10 a 20km/h.Nadchodzi w końcu 3.38 mam wszystkie waypointy i 12 km do mety.Informuję Maćka ,że mam w dupie , że nic nie widzi mamy zdążyć .Jak dramatyczny to był dojazd niech świadczy fakt ,że przyjechaliśmy dwadzieścia parę sekund przed jej zamknięciem i jakikolwiek błąd (a przeprawialiśmy się raz na tych 12km) wywaliłby nas w kosmos.Jesteśmy mega wyczerpani (odprawa o 7.30 i jeszcze z 2h potrzebujemy na odkucie się z gnoju i przejrzenie roadbooka) ,wyziębieni ,załamani ,ale też trochę szczęśliwi , że nie ma przynajmniej taryfy. Dojeżdżamy do bazy budzimy serwisantów , którzy zaczynają swój taniec przy warkocie agregatów , powoli wstaje świt , my staramy się złapać trochę snu.

Sobota

Budzi mnie cykanie rozrusznika w naszym aucie ,które nie chce zapalić.Podnosi mi ciśnienie i nie muszę już pić kawy.Na szczęście okazuje się ,że to zaśniedziała klema po nocnych wodowaniach i po chwili rozlega się ulubiony pomruk naszej dwururki.Wyganiam Maćka na śniadanie (im wcześniej przed startem tym lepiej ;) ) potem odprawa po której sprawdzamy tabelę wyników. Tutaj mieszane uczucia , z jednej strony nie mamy żadnej kary , a kilka załóg z nocnej przeprawy dostało taryfy , z drugiej, prawie trzy godzinna przepaść do czołówki powoduje ,że tracimy nadzieję na jakiekolwiek dobre miejsce.Przyjmujemy jednak plan ,bo jakiś plan musi być ,że ciśniemy przynajmniej tyle ,żeby objechać jak najwięcej zagranicznych załóg ,plan maks 4-5 miejsce , plan minimum , nie spaść z 9-tego , które mamy po nocy i dojechać do mety maratonu.Wymieniamy się z serwisem w przyczepie , my na start oni w kimkę takie dwie zmiany :)Adrenalina przedstartowa usuwa nocne zmęczenie.Maciek , tym razem na prawym , wkurwia mnie nerwowo "biegając" po kabinie ,nie wiem kiedy się do tego przyzwyczaję ;) Startujemy trochę dalej od końca ,oes ok 160km.Po kilku kratkach łapiemy swój rytm zaczynamy cisnąć.Doganiamy pierwsze załogi ,jednak nie jest tak łatwo z miejscem do wyprzedzania.W ruch idzie nasza trąba jerychońska ;) czyli secret weapon Rumburaka i zaczynamy wyprzedzać.Jako klasyk odbieramy mijaną po drodze , zepsutą , niemiecką suzę-śmietnik.Nawigacja jest nieporównywalnie łatwiejsza niż nocą , widać skrzyżowania i punkty charakterystyczne co jest nową jakością.Maćkowi idzie coraz sprawniej , jednak jeszcze trochę się mylimy.Po jednej z takich pomyłek doganiają i wyprzedzają nas trzy niemieckie ciężarówki.Moja trauma z nocnych przepraw robionych po ciężarówkach powraca.Staram się bardzo je wyprzedzić , jednak jest gęsty las a truckerzy nie współpracują ,tylko cisną swoim dosyć dobrym tempem.I tak jedziemy dłuższy fragment , potem ja wyprzedzam trucki , potem walimy trasą i one wyprzedzają nas , potem ja je znowu wyprzedzam ... tak kilka razy.Jednak z czasem Maciek zaczyna nawigować coraz sprawniej i oddalamy się od ciężarówek. Do momentu kiedy nadwyrężone nocnym ciąganiem mocowania maski puszczają i ta zaczyna unosić się w powietrze przy każdym podskoku.Znowu kilkanaście minut postoju , znowu widzę dużego Mana , ale już samego i już ostatni raz.Doganiamy go po chwili a jego kierowca widząc nas w lusterku grzecznie zjeżdża , bo się już dobrze znamy ;) i nie chce tego warczącego i mocno upierdliwego szerszenia na swojej dupie;). Etap tzw. bez szału , ale dużo lepiej niż noc i mamy nadzieję , że jutro wystartujemy bliżej czołówki co pozwoli na szybszą jazdę.Wózek cały , oddajemy go w ręce mechaników , idziemy coś zjeść a potem zmęczenie odcina nam światło.

Wstajemy na wieczorną odprawę i słuchamy co nas czeka w niedzielę kiedy to będzie ok 300km oesów.Okazuje się , że przyjechaliśmy na czwartej pozycji , co nas cieszy i daje delikatny awans w generalce.Jest postęp.Do trzech zagranicznych załóg , które ścigamy jest jeszcze daleko , o czołówce nie wspominając.Nadchodzi kilka złych informacji z naszego pitstopu ,jednak chłopaki do późna w nocy dają radę skutecznie ogarnąć temat.

Niedziela.

Budzą nas liczne odgłosy odpalanych motorów , starty zaczynają się od 7.00 więc dwie godziny wcześniej miasteczko odżyło bardzo intensywnie.Jest głośno i ruchliwie , ale śniadanie też startuje od 5.00.Idziemy coś zjeść i się ogarnąć.Kuba i Jacek kładą się spać, taki normalny rytm.Startujemy za dwoma "gratami" i niemiecką załogą w mega zmocie z jakąś potężną amerykańską benzyną pod maską i szeroko doinwestowanym zawiasem.Za nami sypie Cobra mrucząc swoim 400 konnym skylinem. Czujemy ,że wreszcie jesteśmy w dobrym miejscu i zacznie się zabawa :) Szybki start , doganiamy monstera i ciśniemy dalej , po chwili widzę dwa "graty" i szukam okazji do wyprzedzenia jakiegoś marudera w geli oddzielającego ich od nas.Nagle z prawej , na pełnym gwincie nadlatuje Cobra i wciska się w lukę , która sobie zorganizowałem.To jest rally , nie marudzimy więc , odpalamy trąbę i ciąśiemy za nim.Zaczyna się niezły szał , dwa pierwsze "graty" starają się nam uciec , Cobra nerwowo reaguje na próby wyprzedzania i zaraz przywraca kolejność , my ponieważ nie rywalizujemy bezpośrednio z czołówką (zbyt duża nocna strata) grzecznie jedziemy na czwartego nie pozwalając uciec stawce.Jest to trudne bo często po CPointach czy przy wyprzedzaniu większych zlepków innych pojazdów musimy nadganiać do prowadzących , lecąc na złamanie karku.Jednak nie mamy z tym problemu i nie pozwalamy się oddalić szpicy.Czekamy spokojnie na strefę tankowania gdzie dwa pierwsze auta muszą stanąć i zamierzamy dalej lecieć pilnując Cobry.Po drodze omijając zakopane załogi nasza trąba ratuje nam przód auta , kiedy Cobra cofa na pełnym szale w naszego Rumburaka.Cobra staje dęba , kiedy naciskam klakson , myśląc , że właśnie dogoniła go ciężarówka :)Po chwili dolatuje do nas kolejny grat Covala i wyprzedza grupę jadąc bardzo szybko.Niestety jechali za szybko mijamy ich wkrótce z wygiętym przednim mostem i powyginanym przodem auta.Dla nich to już koniec rajdu.Po drodze widzimy jeszcze chłopaków z Bewy , którzy starając się ominąć dwie nie za duże kałuże na trasie , zafundowali swojemu croscountrowemu patrolowi przeprawę przez torfy i stali wbici na dębowo.Trochę przekombinowali i musieli tu stracić dużo czasu.Pierwsze 100 km mija bez przygód , nie licząc szybkiej jazdy i ryzykownego wyprzedzania innych załóg.Maciek zaczyna mi nerwowo pokrzykiwać w kabinie , dopiero moje pytanie "co się tak prujesz jak kobita" trochę go zawstydza.Na strefie omijamy dwa pierwsze auta i jedziemy pierwsi wytyczając trasę.Za nami gna Cobra , jednak odpowiada mu nasze tempo i jedzie drugi.Wszystko jest pięknie , odjeżdżamy trochę Tomkowi i dolatujemy pierwsi do przeprawy.Stajemy , krótkie pytanie lewa-prawa , pada na lewą , zapinam siłowniki blokad , kontrolki potwierdzają , że wszystko ok , dajemy w palnik , prosto do wody.W połowie już wiem , że decyzja była słaba , wychodzi brak znajomości drawskiego poligonu.Mamy dosyć głęboko wodę w kabinie. Traska wunderwaffe przechodzi testy zanurzeniowe.Maciek już na zewnątrz zasuwa z liną ,ja słyszę klakson Cobry , która dopadła do przeprawy i widzę jak przelatuje na kołach prawą z pedałem w podłodze , podnosząc nam o pół metra wodę w kabinie.Wyciągamy się po chwili , jednak te wszystkie gry i zabawy kosztują nas dużo czasu (na tych filmikach widać nasz nieszęczęliwy przejazd).Chwilę za przeprawą pali nam się pasek alternatora i załącza alarm przegrzania motoru.Znowu stajemy.Dogania nas Biadała i wyprzedza , musimy zwolnić i schłodzić auto.Zapinam chłodzenie w manual i temperatura wraca do normy.Jednak prądu nie za dużo.Mamy ok 30 km do mety wyłączam zbędne odbiorniki w tym nawiew , który zalany woda nie robi.Cel , dojechał do mety.Jedziemy wolno obserwując voltomierz , mamy bardzo słabą widoczność ,w kabinie od środka wszystko jest zalane wodą i zaparowane.Dopada nas Kado.Mija dłuższa chwila kiedy go dostrzegamy i przepuszczamy.Znowu mozolnie nawijamy kilometry , jedziemy wolno bo naprawdę nic nie widzę.Szczęśliwie dojeżdżamy do mety i kończymy obfity w emocje etap.Kuba z Jackiem przystępuję do reanimacji Rumburaka , my przebieramy się i zasiadamy do roadbooka nocki.Przychodzi do nas Goły przeprosić za zalanie wodą.Edek , jego pilot mówił mu żeby nie podchodzić "bo dostanie w ryja" ;) ja jednak spokojnie tłumaczę , że nie ma problemu, rajd to rajd.Widzę , że nie jest do końca przekonany.Żeby rozwiać jego wątpliwości dostaje turystyczne krzesełko i informację , że ja w takiej sytuacji zrobię mu to samo więc nie ma o czym mówić ;). Po naszej wtopie lądujemy na trzeciej pozycji w wyniku odcinka i szykujemy się do nocki.

Nocka zaczyna się na lekkim nerwie ,Maciek za kieratem , startujemy.Tu niestety niespodzianka , nasza nawigacja na starcie pokazuje nam waypoint w zupełnie innym kierunku niż istnieje on fizycznie i podaje jakieś dziwne dane.Wpadam w lekką panikę ,domyślam się ,że jest to temat związany z dziennym wodowaniem.Nie ma czasu tego ogarnąć , ruszamy i zaczynamy od kilku wayponitów.Trudno lecimy "na kolarza" pokazuję Maćkowi dwa pierwsze , oddalające się auta i mówię "bierz je" ;) oczywiście żart , przesyłam jasny komunikat ,że nie ma prawa ich zgubić. Weypointy lecimy za nimi a ja kontroluję roadbook , żeby mieć pojęcie w razie co.Mojemu kierowcy takich zadań nie trzeba powtarzać , wpina się w szpicę jak przyspawany i nie pozwala im nawet zwiększyć dystansu.Nocka jest fajna , nie ma mgły , jest dobra widoczność , jedziemy szybko i pewnie.Po ok. 20 km stajemy wszyscy ,żeby Goły pomógł koszalińskiej załodze CC.Czekamy aż przejedzie wyratowane Pajero i lecimy dalej.Nie wiemy jednak , że Cobra przestrzeliła niewidoczny zakręt i to grubo i zaczyna nas gonić.Jak Edek mi później powiedział ,zaczął amokalnie gnać ;)My bez większych przygód dolatujemy do mety , Maciek jest nie pocieszony , że zamiast ścigania miał bardziej nocną przejażdżkę po poligonie , ale dolatujemy na drugim miejscu i znowu sporo odrabiamy do wyprzedzających nas zagranicznych załóg.Czyli taktycznie jest dobrze.Rumburak do pitstopu , temat z nawigację dla naszych serwisantów okazał się banalny i już wszystko hula.Gorzej bo całą niedzielę jedziemy na ostatnich klockach , które się niespodziewanie szybko kończą ,chociaż prawie wcale nie używamy hamulców.Jest jakaś awaria nie cofają nam dobrze wewnętrzne tylne klocki i cały dzień jest przewodnie hasło "szanuj heble" :) Czekamy na bazie obserwując kiedy zjedzie nasza obcojęzyczna konkurencja.Robi się ciekawie , bo nie ma ciągle Cobry.Przyjeżdża w końcu z półgodzinną stratą.Okazało się że w amokalnym szale wywalił w przeciwhope , mało nie dachując i pogiął przedni most mieląc główkę.Resztę oesu zrobić na samym tyle.Nie daje nam to jednak awansu , gdyż mamy do niego zbyt dużą stratę natomiast zostaje nam już bardzo mało do niemieckiego monstera , który jest ciągle na 4 miejscu.Nastawiamy się na atak jego pozycji w ostatnim długim oesie i zrealizowanie planu ,czyli dodrapanie się do 4tej pozycji.Ponieważ nocka poszła fajnie i szybko a ostatni dzień startuje później mamy trochę czasu na nocne gadulce i spokojnie kładziemy się spać.Kuba i Jacek też nie mają za dużo roboty , więc nastroje są dobre.Szkoda tylko tej pierwszej nocy ,która przekreśliła szansę na walkę o pierwsze lokaty...

Poniedziałek

Budzą nas promienie słońca i piękna pogoda.Jemy , robimy pakiet higieniczny.Cobra w naprawie , nasi serwisanci pomagają ją zreanimować i nabijają azotem zawias.Startujemy drudzy , mówią Gołce , że nie czekamy na niego bo ścigamy się z Niemcami.Jemu to nie robi różnicy , musi tylko bez przygód przelecieć te ostatnie 200km , które jest dużym wyzwaniem dla wymęczonych załóg i maszyn.Wszyscy powoli mają dość i widać to po frekwencji w miasteczku rajdowym.Wiele aut jest rozbitych i połamanych , mechanicy mają pełne ręce roboty wszędzie widać ruch.Do naszego namiotu co chwila przychodzi ktoś po klucze i inne przydasie.Startujemy dosyć szybko , standardowo lecimy w trzy "graty".Ani Kado ani Biadała nie pozwalają nam jechać na drugim , przepuszczają się wzajemnie odsyłając nas na trzeciego.Nie ścigamy się z nimi , jadą dobrym tempem a podczas prób wyprzedzania robi się nerwowo i łatwo o wypadek.Jedziemy grzecznie za nimi.Problemem jest jednak widoczność , poligon zmienił się diametralnie.Pierwszego dnia jechaliśmy w tonach wody a dzisiaj mamy pustynną burzę i jazda na trzeciego zaczyna bardzo rozwijać wyobraźnię.Dajemy radę chociaż czasami jest dosyć szybko a ciągle nic nie widać.Maciek nawiguje dobrze i widzimy , że czołówka też się myli.Nawet dostaję zjebki , że to on jest moim pilotem , kiedy odruchowo podążam w sznureczku.Dzisiaj mamy 7 przepraw i trochę nas stresują dwie na których musieliśmy się ciągać.Nasza dzienna wtopa robiona prawą jest bezproblemowa , jednak nocna przeprawa rozbita przez ciężarówki wymaga użycia windy.Dwie pierwsze łagodniejsze trasy zajmują chłopaki nam zostają najbardziej rozwalone.Rozwijamy od razu linę , gdyż znamy ten dół z nocy i siłowo lecimy na suche.Trochę jest emocji podczas omawiania koncepcji przejazdu , kleszczy się lina , leci dużo mięsa w eter :) , cóż są emocje.Jednak "graty" wykorzystały przewagę kolejności dojazdu do próby i odjechały przed nami.Zaczynamy cisnąć za nimi dopadając je koło strefy tankowania.Tu Maciek mówi mi , że chłopaki walnęli się w nawigacji i wyznacza własną trasę , zaczynam mu ufać i jestem pełen podziwu dla jego postępów.Hasło "kto jest kur...a Twoim pilotem" skutecznie mnie restartuje i grzecznie jadę wg wskazań.Po dłuższym czasie widzę nadjeżdżające "graty" z daleka i wiem , że już zorientowali się w pomyłce i gonią za nami "na kolarza" żeby nadrobić stratę.Raz się jest króliczkiem , raz sie go goni :)Dopadają nas na przestrzelonym zakręcie i grzecznie lecimy trzyzałogową kolumną.Tempo wyraźnie spada , każdy chce dowieźć wynik do mety.Już bez większych przygód dolatujemy , dowożąc drugi czas.Zakładamy , że dołożyliśmy wystarczająco czwartym i zajęliśmy ich miejsce. Czyli Polska od 1 do 4 , jest banan :)

W miasteczku czekamy spokojnie na załogi , Cobraprzyjeżdża z kilkunastominutową stratą , Niemcom dołożyliśmy dobrze ponad 30 minut , plan wykonany.Rumburak cały , żadnych usterek.Podziękowania dla Naszego Serwisu ,bo zdał naprawdę trudny egzamin.Jeszcze tylko niemiecka oferta zakupu Rumburaka , jednak jak to się mówi "pieniądze to nie wszystko". Zaczynamy część biesiadno-relaksacyjną ,powrót odkładając na jutro. Najedliśmy się do syta , trzeba się podelektować miłym towarzystwem w tych pięknych okolicznościach przyrody (słońce w pełni). Na ogłoszeniu wyników słuchamy loterii , licząc ,że może tu nam się poszczęści i wygramy pobyt w SPA dla naszych kobiet.Niestety nie , więc idę się walnąć w campingu i słucham wyników.I tu jest duża niespodzianka.Kiedy słyszę po raz pierwszy nr naszej załogi myślę ,że to efekt zaaplikowanej dawki dżinu , jednak powtórne pytanie o załogę powoduje , że wbijamy się zaskoczeni na scenę.Jest pudło , po całej tej wojnie :))). Moli widząc nasze zdziwienie mówi jedno fajne zdanie , "u nas nie ma wych...jek". Ponieważ Tomek jest zdziwiony nie mniej niż my , mówię mu ,że to pewnie jakaś pomyłka i wysyłam Maćka żeby wyjaśnił problem wraz z innymi ukaranymi załogami.Mentalnie nie przywiązuję się do zaistniałej sytuacji.Jednak życie jest pełne niespodzianek. Okazało się , że Maciek był dzisiaj najlepszym pilotem a reszta szpicy walnęła się o jedną przeprawę omijając ją i inkasując po godzinie kary.Maćka nawigacja dała nam pudło i jest to jedna z tych rzeczy o które kilka dni temu na pewno bym się nie założył.W zaistniałej sytuacji poszedłem po więcej nalewki z szyszek żeby mój procesor sobie to wszystko jakoś poukładał.

Kiedy piszę tę relację , Rumburak wisi na podnośniku w naszym motoSPA przechodząc zasłużony przegląd.My szykujemy się na Mutta ,nadszedł czas na dużą porcję gnoju , tym bardziej , że po odwołaniu Transgothica robi nam się sezon bardziej przeprawowy

 

Więcej zdjęć i informacji na stronie organizatora.

Jarek Andrzejewski DZIEWIĄTKA walterteam.pl

SPONSORZY STRATEGICZNI

SPONSORZY GENERALNI





SPONSORZY TECHNICZNI